09 Grudzień 2019 00:19
MENU GŁÓWNE
Strona Główna
Linki
Ekipa / kontakt
Planowane wyprawy
Sponsorzy
 
ŚWIADKOWIE HISTORII
Materiał własny

Materiał nadesłany
 
RELACJE Z WYPRAW
Droga niemiecka
Dęba- Mielec


Granica Lager Dęba

Infrastruktura
kolejowa w
Lager Deba
 
ARTYKUŁ
WOJENNA KWATERA HITLERA- Wilczy Szaniec

SCHRONY KOLEJOWE- Stępina- Cieszyna, Strzyżów

POLIGON WAFFEN SS "Heidelager"- Pustków

BAZA RAKIETOWA V1, V2- Blizna

GETTO ŻYDOWSKIE- Rzeszów

GETTO ŻYDOWSKIE- Kraków

 
WSPÓŁRZĘDNE GEOGRAFICZNE OBIEKTÓW
Lager Deba

Droga niemiecka LAGER DEBA- LAGER MIELEC

Poligon Wehrmachtu "Południe"

Poligon Waffen SS "Heidelager"

 
GALERIA ZDJĘĆ
Militariada

Obozy koncentracyjne

Architektura sakralna

Opuszczone

Nasze znaleziska

Fotki z naszych wypraw

Film

 
KSIĘGA GOŚCI
ZAPRASZAM DO KSIĘGI GOŚCI

ZAPRASZAMY DO KSIĘGI GOŚCI




Od 23 czerwca 2009 roku
odwiedziło stronę


o2u.pl - 
darmowe liczniki


Gości


 
Logowanie
Nazwa Użytkownika

Hasło



Nie jesteś jeszcze naszym Użytkownikiem?
Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.

Zapomniane hasło?
Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.
 
Władysława Radek


"Opowieści Mojej Mamy"


fotka









Władysława Rydzewska (z domu Radek) urodzona 15 września 1932rok- Dęba 88.



Wymienione poniżej sytuacje i zdarzenia były nader często wspominane, jakby z sentymentem, dziecięcych beztroskich lat ,te akurat mocno utkwiły w Jej pamięci!

Dzień 1 września- bardzo długo wyła syrena strażacka, która zdaje się ogłosiła początek wojny. Kolejnego dnia wypasała krówkę gdzieś na pastwisku, to było w trakcie bombardowania Chmielowa, mieszkańcy w tym czasie zabierając najpotrzebniejsze rzeczy w tym pierzyny, jedzenie, przenieśli się nad rzekę, rzeka płynęła w dolince, wokół niej porastały drzewa, więc dla lotnictwa koczujący tam ludzie z dobytkiem nie byli widoczni.

Wracając z krówką do domu, już nie spotkała nikogo na swojej drodze, w domu także pustka. Gdy na wieczór powrócili domownicy dostała parę klapsów, za to że nie przyszła nad rzekę.

Dalszy czas to powrót jej ojca, który przyszedł z radzieckiej niewoli, był powołany do Stanisławowa obecnie Iwano-Frankowsk, jako szeregowy został wraz z kolegami puszczony samopas do domu, oficerów zostawili .Szli nocami, w dzień spali w lasach polach chaszczach.

Niewinem jak długo trwała ta tułaczka, ale jak mama zobaczyła go z zarostem, gdzie broda sięgała prawie do ziemi, to ze strachu schowała się pod łóżko. Kolejny etap to wkroczenie Niemców i kwaterunek w ich domu, zdaje się że trzech Niemców i jeden Słowak, ale jak wszyscy zgodnie określali-pełna kultura.
Kwaterujący Niemcy byli schludnie, czysto ubrani, przyjeżdżając z przepustek, przywozili różne upominki i nie tylko- zabawki, ubrania, bombki na choinkę, talerze miski, garczki, słodkości, mydło itd. Dziadek przed wojną był na robotach w Niemczech u baora, więc się z nimi jakoś dogadywał, mama pamiętała jak jeden z kwaterujących posadził ją na piecu i uczył niemieckiego- eins, zwei.................i tak do dziesięciu i to co jeszcze pamiętam; gąska- ciga, mucha-friga tyle tylko ja pamiętam, pisownia tez pewnie inna!

Dzieci chodziły także na Lager, jak określały wyglądało to jak małe miasteczko z trawnikami, fontannami, czyste, zadbane, dzieci tam chodziły po chleb, budyń, kisiel, cukier, suchary, mydło, nawet i węgiel(her bitte broken shón)ich nie przepędzano. Pewnego razu jeden z jej starszych kolegów wszedł przez okno do jednego z baraków i coś tam zabrał, został przyłapany i zbity na kwaśne jabłko-za kradzież, tak został zapamiętany za ten wybryk, że już nie był tam mile widziany, wręcz zapamiętany.

Od strony Tarnobrzegu i w tamtą stronę jeździły pociągi z żołnierzami, jadący żołnierze na przepustki do własnych rodzin, chętnie z radością nawet dzielili się swoim wyprowiantowaniem z dzieciakami. Następny etap to wycofywanie się wojsk niemieckich, a wkraczanie Armii Czerwonej.

Nadal jako dziecko poszła z kolegą, aby przynieść coś przydatnego do domu, wtedy poczta na ulicy rzeszowskiej (do tej pory tylko fundamenty) została wysadzona, a że jako dziewczynka, lubiła kolorowe rzeczy i kwiaty, to nazbierała sobie masę kolorowych pocztówek z obrazkami, które tam były porozrzucane, następnie udali się do budynku obecnego szpitala (chirurgia, położnictwo) określała to jako hotel, kasyno dla oficerów, była tam także apteka. Jako dzieci po raz pierwszy były w piętrowym budynku, wydawał im się ogromnym gmachem, zabłądziły w nim. Mama z kwiatkami doniczkowymi, jej kolega z kocami, błądząc, spotkały tam jednego niemieckiego żołnierza z karabinem, ale on bez słów pokazał im wyjście, myśleli że ich zastrzeli, powróciwszy po dłuższym czasie do domu, zaś dostała klapsy po 1-że tak długo jej nie było, po 2 że zamiast przydatne rzeczy przyniosła kolorowe pocztówki i kwiatki w doniczkach z tego hotelu, jak mówiła że tyle się umęczyła żeby w całości donieść te kwiatki i jeszcze manto.

Zdaje się że w tym tez czasie od strony Tarnobrzegu na furmankach w stronę Rzeszowa wozili masę rannych, a wystrzały było słychać dzień i noc-zdaje się że to o przyczółek sandomierski były te walki.Za okupacji niemieckiej obowiązywała godzina policyjna, siedział Niemiec na wieży (przejazd PKP Dęba- Rozalin) i strzelał, jak ktoś sie kręcił po czasie, było także zaciemnienie okien i zakaz palenia w piecach po zmroku. Wracając do tych kwaterujących Niemców, kilkakrotnie szli na front, jechali do swoich rodzin i wracali na kwaterę, niedługo przed wkroczeniem Rosjan, już się nie pokazali

Kolejna zmiana w krajobrazie- wejście wojsk radzieckich. Kwaterunek także, ale już w o wiele gorszym stopniu; wszy, pluskwy, pchły, bród, smród, inna kultura osobista, jedynie oficerowie trzymali fason, zwykli żołnierze załatwiali swoje potrzeby fizjologiczne, łącznie z kałem, wokół domu, jeden nawet załatwiał sie w piecu chlebowym na leżąco, bo tam mu było ciepło, zazwyczaj byli nietrzeźwi, panowała psychoza strachu i niepewności. wspominała też ich jedzenie-ziemniaki w mundurkach z chlebem. Jak juz było prawie po wszystkim.

Rosjanie zaczęli demontaż i wywóz całego lagru Dęba wszystkie baraki, urządzenia, ponoć nawet ta wieża po części, część elementów zastąpiono drewnianymi, koło obecnego cmentarza cały budynek BAULEITUNG (cos jak objazdowe kierownictwo budowy dróg) dzieci sie tam zachwycały wiatrowym kogutem który był na cokole-poruszał się przy wietrze, niedaleko niego była także duża waga, która ważyła załadunek danej ciężarówki. Wszystko pojechało na wschód.

Dodam jeszcze że starsi wspominali o skrzyniach zakopanych przez uciekających w granicach lager Dęba. W większości te opowieści były widziane oczami dziecka, wiec zgodność okresów, dat może być nie do końca prawidłowa.


Andrzej
 
Komentarze
Brak komentarzy.
 
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
 
Oceny
Dodawanie ocen dostępne tylko dla zalogowanych Użytkowników.

Proszę się zalogować lub zarejestrować, żeby móc dodawać oceny.

Brak ocen.
 

Załóż : Własne Darmowe Forum | Własną Stronę Internetową | Zgłoś nadużycie