17 Listopad 2019 04:46
MENU GŁÓWNE
Strona Główna
Linki
Ekipa / kontakt
Planowane wyprawy
Sponsorzy
 
ŚWIADKOWIE HISTORII
Materiał własny

Materiał nadesłany
 
RELACJE Z WYPRAW
Droga niemiecka
Dęba- Mielec


Granica Lager Dęba

Infrastruktura
kolejowa w
Lager Deba
 
ARTYKUŁ
WOJENNA KWATERA HITLERA- Wilczy Szaniec

SCHRONY KOLEJOWE- Stępina- Cieszyna, Strzyżów

POLIGON WAFFEN SS "Heidelager"- Pustków

BAZA RAKIETOWA V1, V2- Blizna

GETTO ŻYDOWSKIE- Rzeszów

GETTO ŻYDOWSKIE- Kraków

 
WSPÓŁRZĘDNE GEOGRAFICZNE OBIEKTÓW
Lager Deba

Droga niemiecka LAGER DEBA- LAGER MIELEC

Poligon Wehrmachtu "Południe"

Poligon Waffen SS "Heidelager"

 
GALERIA ZDJĘĆ
Militariada

Obozy koncentracyjne

Architektura sakralna

Opuszczone

Nasze znaleziska

Fotki z naszych wypraw

Film

 
KSIĘGA GOŚCI
ZAPRASZAM DO KSIĘGI GOŚCI

ZAPRASZAMY DO KSIĘGI GOŚCI




Od 23 czerwca 2009 roku
odwiedziło stronę


o2u.pl - 
darmowe liczniki


Gości


 
Logowanie
Nazwa Użytkownika

Hasło



Nie jesteś jeszcze naszym Użytkownikiem?
Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.

Zapomniane hasło?
Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.
 
JÓZEF B. - wspomnienia


KARTA HISTORII

Jednym z naszych rozmówców jest Pan Józef Baracz, wówczas 15-letni chłopiec i jak na pierwszym naszym spotkaniu podkreślił „miałem wówczas 15 lat i nie interesowałem się zbytnio wydarzeniami jakie miały tu miejsce”

Rozmowa z Panem Józefem została spisana w formie oryginalnej, tak jak ją zarejestrowałem.


Piotr Sz.- W chwili wybuchu II wojny światowej, ile miał Pan lat?

Józef B.- Miałem 15 lat

P. Sz- Czym Pan się wówczas zajmował?- chodzi mi o okres okupacji.

J. B- Budowałem drogi, szosy ,ulice w latach 40-42 przez te trzy lata pracowałem przy drogach m. in głównej drodze Tarnowska Wola- Grabina, później drogę łączącą narzędziownię z pompownią oraz Jana Pawła II, 1-go Maja, Szopena, główną ulicę od wojewódzkiej drogi do zakładów budowała też nasza firma, ale inna grupa.


* ( P. Sz.) Na przepustce widnieje nazwa niemieckiej firmy „ Höllein”


P. Sz- A przed modernizacją, w jakim stanie były te drogi?

J. B- Główna droga była ze żwiru, a te (tu wskazuje na Jana Pawła II) były z piasku, bo dopiero w 1938- 39 roku zaczęli budować i niektóre z nich były już częściowo utwardzone także można było już po nich jeździć, a Niemcy zaczęli układać kostkę.

P. Sz- Czy to była taka kostka jaka istnieje do dnia dzisiejszego na odcinku drogi łączącej węzeł kolejowy Dęba- Rozalin z pompownią?

J. B- Tak to ta kostka, tylko tamta droga była bardzo szeroka , teraz ją zwęzili najwięcej wojska tam stacjonowało, tamtędy jeździło.



fotka
Nawierzchnia drogi wyłożona "niemiecką" kostką brukową.



P. Sz- Do dnia dzisiejszego można zauważyć pierwotną szerokość tej drogi.

J. B- Tak, kostka już tylko widoczna miejscami a reszta powyrywana. Cały zakład podzielony był na Lagier „A” Lagier „B” i Lagier „C”. Po prawej stronie , jak jedzie się do pompowni był Lagier „C’ a po lewej Lagier „ A” i „B”, a każdy Lagier podzielony był na raty, na pięć rat.

P. Sz- Czym była rata?

J. B- To takie wydziały, taki podział administracyjny.

P. Sz- W tych firmach remontowo- budowlanych, przy drogach, stawianiu budynków, pracowała miejscowa ludność? z Dęby?

J. B- Nie, nie- baraki stawialiśmy dla wojska i wykańczaliśmy już wcześniej zaczęte bloki, nie budowaliśmy nowych (tutaj wskazuje na blok usytuowany za apteką na Jana Pawła II) ten tutaj był w stanie surowym, szpitale również dokańczaliśmy – bo też były w stanie surowym. Pracownikami byli, chłopi z okolicznych wiosek, murarze, cieśle i wykańczali te budynki i też ten główny budynek pod zakładami późniejszy hotel też wykańczaliśmy i tam mieszkała później główna komendantura, główne dowództwo, myśmy to nazywali główną komendanturą.

P. Sz- Czyli pracownikami tutejszych firm byli mieszkańcy Dęby, Rozalina?

J. B- Tak, miejscowi, ale i z Tarnobrzega z Mokrzyszowa jeździli pociągiem.

P. Sz- A pociąg dokąd dojeżdżał?

J. B- z Tarnobrzega do Dęby ,nie było dalej połączenia dopiero w latach 60/70- tych pociągnęli do Kolbuszowej.

P. Sz- Czy obowiązkiem było pracować w jednej z niemieckich firm?

J. B- Proszę pana, od 16- tu lat był obowiązek pracować, przymusowo, mając te 16 lat trzeba było się zgłosić do „Arbeitsamt”, ale ja zgłosiłem się mając piętnaście lat, dlatego ze mój ojciec mnie tak pokierował, bo jak poszedłbym za rok, mając już 16 lat- „ Arbeitsamt” sam by mnie pokierował i mógłbym trafić źle, a tak to ojciec miał znajomego majstra przy budowach dróg, także przez ten rok – dostawałem lżejszą pracę, ale trzeba było te jedenaście godzin przepracować, zima -lato.

P. Sz- Jaki okres czasu zajęła budowa dróg?

J. B- Te szosy były budowane do samego końca, prawie do wyzwolenia, bo to wszystkie te ulice w mieście jak i w zakładzie były budowane, ale ja pracowałem przy drogach do 43 roku, później przeszedłem na Lagier „C”- do wojskowości. Dęba, Tarnowska Wola w tym miejscowościach mieli mieszkać prawo ci co pracowali, a reszta wysiedlana była na Cygany na Jadachy.

P. Sz- Osoby będące w wieku produkcyjnym, które nie zgłosiły się do niemieckiego biura pracy i nie podjęli jej, czy byli w jakiś sposób represjonowani?

J. B- Nie wiem, z tego co mi wiadomo to wszyscy pracowali, bo jak nie to groziła im wywózka do Niemiec na roboty, a tutaj jak pracował i jak miał ten Ausweis to było dobrze, także nie było takich, którzy nie pracowali i nie było łapanek, bo jak kogoś złapali kto nie pracował do wywozili do Krakowa, tam była selekcja i wywózka do Niemiec, ci co mieli jakiś zawód to do fabryk, a reszta na role, gospodarstwa.

P. Sz- Czyli ausweis pozwalał na poruszanie się po Dębie- Lager ?



fotka fotka
Dienstausweis Józefa Baracza, zatrudnionego na terenie Lager Deby.



J. B- Tak, trzeba było ją mieć, ale Niemcy nie kontrolowali każdego, nieraz wyrywkowo.

P. Sz- Dużo osób tutaj pracowało?

J. B- Trudno mi powiedzieć, miałem 15 lat nie interesowałem się tym, ale kto tu mieszkał to wszyscy pracowali tutaj, oczywiście starsi ludzie, ci co mieli po 70, 80 lat nie pracowali.

P. Sz- Osoby starsze, nie pracujące, zmuszani byli na opuszczenie własnych domostw ?.

J. B- Nie, jak ktoś z domu pracował tak jak było u mnie, to ich nie wysiedlili- jak nawet jedna osoba z domu pracowała, to pozostałych się nie czepiali.

P. Sz- Jakie wojsko stacjonowało w Dębie?

J. B- Tu w 40- tym roku po zdobyciu Francji, Armia Niemiecka tu przyjechała do Dęby, to dokładnie pamiętam, bo ci żołnierze z tej Francji poprzywozili różne rzeczy ciuchy, rowery zegarki, kupowaliśmy u nich to była pierwsza armia, a później ta armia była przygotowywana do uderzenie na Związek Radziecki i w 1941 roku jak Niemcy uderzyli na Związek Radziecki a było to z soboty na niedziele i dobrze to pamiętam bo słyszeliśmy strzały bo to nie daleko było a później już coraz słabiej było słychać, to przez tydzień nie poszedłem do pracy bo chłopy z pierwszej wojny światowej to mówili że Związek Radziecki, Rosja to jest taki kolos ze Niemiec sobie rogi połamie (tutaj uśmiech) tak te chłopy opowiadali, a ja taki młody chłopak byłem, nasłuchałem się, to po co ja do roboty pójdę, po tygodniu czasu poszedłem do pracy a ten mój Niemiec ten majster mówi, tam po niemiecku krzyczał na mnie i pamiętam do dziś jak mówił „drei Monate, drei Monate ,Russland kaput” no i trzeba było pracować do 44 roku panie, później już w 1943 roku zacząłem pracować w tej wojskowości, dla mnie to już była dużo lżejsza praca, bo przy drogach była bardzo ciężka praca.
P. Sz- W jakim charakterze pracował Pan w wojskowości?

J. B- A tam to świadczyłem usługi dla wojska, woziliśmy węgiel, drzewo do tych piecyków przygotowywać, w barakach elektryczność była, woda, wywoziliśmy nieczystości – to kopaliśmy takie doły do których wrzucaliśmy te nieczystości i jak się taki dół zapełnił to zasypywaliśmy a obok kopaliśmy następny.



fotka fotka



P. Sz- Czy pracując tam, przemieszczając się po koszarach– zauważał Pan – jakieś przedmioty, które świadczyły o przygotowaniach do inwazji na Związek Radziecki?

J. B- Tak, było tego masa- narty, kombinezony białe.


*(P.Sz)- Podczas pierwszego spotkaniu z Panem Baraczem- dowiedzieliśmy się, że po prawej stronie drogi (droga łącząca przejazd kolejowy Dęba- Rozalin z pompownią) znajdowały się baraki- magazyny w których ten sprzęt był przechowywany.


J. B- Produkcji tutaj nie było, do 1939 roku maszyn do wytwórni amunicji nr 3 trochę sprowadzili, to jak weszli Niemcy do Dęby to te maszyny powywozili do Niemiec i tu nie miało nic być na początku 40- tego roku bo elektrownia już była, ale turbiny jeszcze znajdowały się w skrzyniach były nie zainstalowane. Niemcy na początku mieli całkiem to zlikwidować, pompownie rozebrać, ale później wykorzystali i pompownie i elektrownie dla własnych celów. Zaczęli budować baraki, jeden przy drugim, cały zakład był w barakach.

P. Sz- Kto budował baraki?

J. B- Myśmy budowali te baraki, chłopi budowali, ja budowałem stajnie tam koło pompowni, tam już wojsko nie stacjonowało tylko stajnie były.

P. Sz- Czyli stajnie usytuowane zostały koło pompowni?.

J. B- Tak, stajnie były pod samą pompownią.

P. Sz- A co znajdowało się na odcinku od wieży ciśnień do zakładów?

J. B- Od samej wieży nic, nie wiem czy coś tam było dopiero po narzędziownie, tam było wiezienie, takie chwilowe więzienie, przetrzymanie jak ktoś cos przeskrobał, ale żeby takie stałe wiezienie było to nie, ja osobiście tam nie byłem i nie wiem jak to było tam urządzone (tutaj śmiech).


*( P. Sz)- Podczas badania terenu przylegającego do wieży ciśnień, natknęliśmy się na pozostałości w postaci betonowych murków ułożonych równolegle w stosunku do siebie- prawdopodobnie są to elementy nośne wiat, które pełniły role garaży dla pojazdów wojskowych


P. Sz- Jak wyglądały baraki – budynki mieszkalne dla wojska?

J. B- Trzy sztubowe, tak myśmy nazywali, trzy sztubowe, trzy pokojowe. Te baraki były przywożone już w płytach, gotowa konstrukcja, tylko się je składało.

P. Sz- Jak duże były te sztuby, pokoje?

J. B- Coś jak ten pokój (ok. 16 m kw) w środku łóżka piętrowe, a na środku stał piecyk, w którym palili węglem w zimie.

P. Sz – Kadra oficerska też była skoszarowana w takich barakach?

J. B- Tak, tylko tamte baraki miały lepszy komfort.

P. Sz- Czy baraki wyposażone były w pomieszczenia sanitarne- łazienka?

J. B- Ubikacje były osobno- takie zbiorniki betonowe, prostokątne, nie było kanalizacji, po napełnieniu podjeżdżał beczkowóz za pomocą grubego węża opróżniał i wywozili.

P. Sz- Stołówka, kuchnia, była jedna wspólna?

J. B- Każdy oddział miał swoją kuchnię, stołówkę ,mieściła się w kasynie znajdowało się w jednym baraku, bo każdy barak podzielony był na trzy części.

P. Sz- Każdy barak był tego samego schematu ?

J.B-Tak, jedna forma była.

P. Sz.- Jaką role wówczas pełniły budynki, w których obecnie mieszczą się szpitale?

J. B- Tutaj, ten wewnętrzny – to był szpital niemiecki, a w tamtym (szpital za rondem w lasku) to było coś jak kasyno, ale tam odbywały się bale, konferencje, narady i chyba też tam mieszkali, trudno powiedzieć, czy mieszkali bo cywile mieli zakaz wstępu, tam sami Niemcy urzędowali.

P. Sz- Powróćmy jeszcze do tematu kasyna, tego spod zakładów czy ludność, która tam pracowała, miała możliwość wstępu, skorzystania np. z zakupu alkoholu itp.?

J. B- Tak, była taka możliwość, ale nie tak pójść i napić się na miejscu, trzeba było w jakiś garnek , pojemnik i wynieść, trzeba było kombinować, raczej to było nielegalne ale Niemcy przymykali na to oczy. Ja z kantyniarzem zaprzyjaźniłem się, to miałem wstęp i w wieczór i jak się w karty grało a wódki brakło, to nie było problemu z załatwieniem (tutaj śmiech).

P. Sz- Obsługę kantyny stanowili również Polacy?

J. B- Polacy też pracowali w kantynie, ale przeważnie Niemcy. Polacy to głównie pracowali przy dowożeniu towaru, bo jak przychodził towar to trafiał do jednego magazynu, a później dzielili i Polacy rozwozili po poszczególnych kantynach, mój wujek tam pracował i z tym kantyniarzem mnie poznał.

P. Sz- Gdzie znajdował się główny magazyn ?.

J. B- Główny magazyn był jak ta główna rampa, tam jak się na pompownie jedzie po prawej stronie i tamte baraki, te budynki stoją jeszcze i tam był główny magazyn i począwszy od żyletek dla wojska wszystko tam można było dostać.

P. Sz- Wspomniał pan, że zakład został podzielony na Lagier „A” , „B”, „C”- czy każdy z tych Lagrów był oddzielony, odgrodzony od drugiego?

J. B- Nie, tak było ogrodzone jak przed wojną, Niemcy wykorzystali ogrodzenie zakładów, nie było ogrodzenia dodatkowego między poszczególnymi częściami.

P. Sz- Czy wejście na każdy Lagier wiązało się z okazywaniem przepustki „ ausweis”?

J. B- Stali wartownicy, ale to było dosyć luźno, jak budowaliśmy szosę to nikt nigdy nas nie sprawdzał, mieliśmy te Ausweis, ale żeby tak za każdym razem okazywać to nie. Były te patrole , żandarmii, gestapo, żandarmii z tymi blachami na piersiach, to oni byli groźni, zapomniałem jak oni się nazywali, ale jak mieli służbę, a ciągle chodzili i ktoś jak się nie spodobał to go wylegitymowali, ale tak żeby każdego przy wejściu, to nie było.

P. Sz- Gdzie urzędowało gestapo?

J. B- Gestapo to tu na Ul. Mickiewicza dzisiejsze bloki 1 i 5, w bloku numer 5 są kraty do dziś i tam teraz rybaki mają biuro swoje, a tam gdzie te kraty to było wiezienie gestapo, bo tam przed wojną były te trzy bloki te długie, a te dwa krótsze to dopiero po wojnie w latach siedemdziesiątych postawiono i tam gdzie te kraty to trzymano więźniów, jak kogoś gestapo zaaresztowało to tam go trzymali w tych piwnicach, a jeśli chodzi o gestapo to była policja polityczna i ile ja dostałem od nich lania, panie za „ jeszcze polska nie zginęła” jak śpiewałem, lanie dostałem bardzo mocne, to było w maju w 1944 roku, myśmy już byli w junakach, bo w czterdziestym czwartym roku w styczniu mój rocznik powołany był do junaków.



fotka fotka
W czasie wojny w tym bloku mieściło się gestapo. W piwnicy (okratowane okna)znajdowały się cele więzienne.



P. Sz- Kim byli junacy, skąd ta nazwa?

J. B- Roboty panie, roboty, zajmowali się tez np. rozładunkiem kamieni, kostek na drogi, budowali też szosy, rozładowywali wagony.

P. Sz- Skąd wzięła się nazwa Junak?

J. B- To po Polsku, a po niemiecku arbeit Baudienst, brali rocznikami nas było czterech z Dęby, rok czasu trzeba było odsłużyć podczas okupacji, mieszkaliśmy na poligonie i tu był obóz Junaków, po roku służby puszczali nas do domów, Junaków też brali do Stalowej Woli do pracy do Mielca.

P. Sz- A co z tymi co nie chcieli służyć w Junakach?

J. B- Musiał iść do lasu, musiał się ukrywać.

P. Sz- Dużo było takich przypadków?

J. B- Dużo było panie, ale to się ciągnęło później, mścili się na rodzinach. Było tak, że nie puszczali Junaków, ale już w 1944 roku to już się tak poluzowało to w niedziele można było wyjść na przepustkę, a wcześniej to był rygor, z rodziny jak ktoś przyjechał to był puszczony na widzenie ale żeby junaka puścili to nie, a ja byłem tym ostatnim rocznikiem w junakach, to jak kończyliśmy robotę w sobotę to szliśmy już do domu. W kwietniu 1944 roku wywieźli nas na Wilczą Wolę, bo z Rudnika ciągnęli kolejkę wąskotorową do Wilczej Woli, a myśmy mieli ciągnąc z Wilczej Woli do Dęby taką kolejkę panie co chodziła z Dęby do Mielca

P. Sz- W jakim celu planowali połączyć Dębe z Rudnikiem?

J. B- Nie wiem do jakich celów chcieli połączyć, ale tu był taki transport Dęby z Mielcem i Oni to chcieli przedłużyć aż do Rudnika, no i tam nas wywieźli żeby budować to połączenie z Dębą, ale długo tam nie byliśmy bo to maj, czerwiec, zaczęliśmy tam przygotowywać grunt, place pod kolejkę, robiliśmy wycinki drzew a w lipcu nastąpiło wyzwolenie i na tym się skończyło.

P. Sz- Przed wybuchem wojny mieszkał Pan w Dębie?

J. B- tak, to znaczy w Dębie –wsi

P. Sz- Pamięta Pan dzień w którym Niemcy weszli do Dęby?

J. B- Nie pamiętam Panie, nie pamiętam konkretnie tego dnia, ale wiem że to szybko było w przeciągu dwóch tygodni najwyżej od wybuchu wojny. Poprzednio opowiadałem wam o tym Chmielowie, bo jak wojna wybuchła, to było w piątek 1- go września to w sobotę po południu już Chmielów bombardowali i to taką atmosferę strachu zrobili, każdy siebie pytał dlaczego Chmielów, wytwórnia amunicji numer 3 to każdy myślał ze będą produkować tu amunicje, a oni dobrze wiedzieli że produkcji tu jeszcze nie było, ale dlaczego ten Chmielów, to różne wersje tu były, a do dzisiejszego dnia jakby tak przyszło w stu procentach powiedzieć to by było trudno.

P. Sz- Czy wiedzieliście o AK działającej na tym terenie?

J. B- Tak, wiedzieliśmy – członkowie AK pochodzili z Dęby, tylko że, nie byli w lesie tylko ich zadaniem było kontrolować i obserwować co się tutaj wewnątrz dzieje, szukanie sposobu na zdobycie broni. Ten główny majster co był na kolei to był AK- owcem i wiedział kiedy jakie były transporty z bronią, amunicją i dawał znać do dowódcy AK. Członkowie grupy pracowali normalnie ze mną, byli zakonspirowani.

P. Sz- Znał pan członków AK, dowództwo?

J. B- O, główny leśniczy na poligonie mieszkał, tylko nie wiem czy On był dowódcą czy zastępca, nazywał się Bronicki, a ten na kolei to zapomniałem jak się nazywał. W 1944 roku kiedy przyszło wyzwolenie to Dębskie AK, znowu była taka sytuacja, że jak już Ruscy byli na Brzostowej Górze jak zbliżali się do Dęby to nasi partyzanci zebrali się mieli jeden karabin maszynowy i parę pistoletów i wyruszyło żeby zabezpieczyć to co zostało po Niemcach, tu panie zostało wielkie bogactwo, żeby nie dopuścić Ruskich do rozgrabienia tego, nie udało się. A jeszcze w maju, jak wiedzieliśmy ze front się zbliża, AK się szykowali i pamiętam jak pewnej majowej niedzieli u mnie w domu zrobiliśmy taką bibę i tak głośno mówiliśmy ze front nie daleko, i ze wyzwolenie już nie długo nadejdzie to chłopaki z AK zaczęli z nami rozmawiać i pamiętam jak nam powiedzieli, że” przyjdzie chwila że będziecie nam potrzebni i my was powołamy”

P. Sz- W jakim wieku byli członkowie AK?

J. B- W różnym wieku i młodzi i starsi, ale przeważnie wojskowi.
A tak jeszcze powróciwszy do tematu wojska, to jak podbili Francję, przyjechała tutaj do Dęby, później przygotowywana była na atak na Związek Radziecki w Hucie był poligon, ćwiczyli tu rekrutów, formowali rozbite oddziały i później jak już wybuchła wojna ze Związkiem Radzieckim, to niektórzy cały czas nie walczyli na froncie, to wycofywali na wypoczynek, uzupełniali rekrutami, wojska frontowe tutaj stacjonowały.

P. Sz- Gdzie znajdował się cmentarz niemiecki?

J. B- To za szpitalem był, w lasku, jak poligon, nie ma tam żadnego śladu, znaku że to jest cmentarz, las panie jest teraz.

P. Sz- Kogo tam grzebano? żołnierzy szeregowych, kadre oficerską, czy nie zależnie od stopnia- wszystkich?

J. B- Wszystkich, jak mi wiadomo to wszystkich, którzy umarli, chowali gdzie było miejsce, bez krzyży, o tak gdzie było miejsce, między dąbkami. Wie pan ja się wówczas tym nie interesowałem

P. Sz- Jak duży był to obszar?

J. B- Oj, trudno mi powiedzieć, po wojnie to było widać groby, nie było krzyży, później zarósł i dzisiaj już nie ma śladu. I to jest ciekawe że Niemcy nie interesują się tymi cmentarzami. Powinno jakoś się oznakować, zrobić jakiś plac, tablice informacyjną, jakoś uporządkować.

P. Sz- Jak wyglądały relacje między Wami a żołnierzami niemieckimi, zapewne w ich szeregach można było odnaleźć Waszych rówieśników?

J. B- Dobre były, wie pan jak się później już poznaliśmy to jak który jechał na urlop, na przepustkę to prosił o zorganizowanie czy to jajek, kiełbasy.

P. Sz- dziękuje za rozmowę




(kliknij na zdjęcie, aby powiększyć)

fotka fotka

fotka fotka

fotka fotka


Opracował-Piotr Szaro
Wywiad przeprowadzili : P. Szaro i Z. Stępień.


 
Komentarze
Marian dnia 01 sierpień 2015
Rewelacyjna rozmowa. Unikat. Dokumenty też bardzo ciekawe. Wielkie podziękowania za trud włożony w tę publikację.

Katowice
 
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
 
Oceny
Dodawanie ocen dostępne tylko dla zalogowanych Użytkowników.

Proszę się zalogować lub zarejestrować, żeby móc dodawać oceny.

Brak ocen.
 

Załóż : Własne Darmowe Forum | Własną Stronę Internetową | Zgłoś nadużycie